
48 artystów zapisanych do opolskiego oddziału Związku
Polskich Artystów Plastyków od piątku wystawia swoje prace na dorocznym Salonie
Jesiennym w Galerii Sztuki Współczesnej.
- To najwięcej uczestników w porównaniu z minionymi latami - mówi Anna Potocka,
dyrektorka GSW, która jest jedynie gospodarzem Salonu. Organizatorem bowiem
jest opolski oddział Związku Polskich Artystów Plastyków, który raz w roku
mobilizuje swoich członków do udziału w interdyscyplinarnej ekspozycji. Dla
jednych to wyzwanie, dla innych przykry obowiązek.
W tym roku jej kuratorem jest grafik Andrzej Sznejweis. - To
trudne i wymagające zadanie, bo trzeba połączyć różne tendencje różnych
artystów. Jestem zaszczycony, że mogłem to zrobić - mówi.
Przyznaje, że tegoroczny Salon nie jest dla niego zaskoczeniem. - Ale to nie
dlatego, że nie ma na nim nic ciekawego. To ja jestem zblazowany albo raczej
przytłumiony i przejrzały - zastanawia się. Jest jednak zdania, że to ekspozycja
warta obejrzenia. Wprawdzie jeśli analizuje się ją z historyczno-krytycznego
punktu widzenia, nie wydaje się ona wyjątkowa. - Ale jeśli porzucimy takie
postrzeganie, to jest naprawdę barwna i interesująca - kwituje Sznejweis.
Od 1992 roku nieprzerwanie wystawia się na Salonie Halina Fleger. Zapewnia, że
udział w nim jest wciąż dla niej wyzwaniem.
- To ciekawa wystawa, bo z pewnością jest diagnozą tego, co robi środowisko, co
fascynuje artystów i czego poszukują. Lubię tę imprezę, pokazuję zwykle to, co
czuję, że jest za miniony rok w mojej pracy najlepsze - mówi.
Jury w składzie: Halina Tymusz, prof. Stefan Sperl oraz dr Zbigniew Furgaliński
wybierze najlepsze prace, werdykt poda na dzisiejszym wernisażu.
Po raz pierwszy o nagrody ubiega się Jan Serafin, mimo że jest już po
pięćdziesiątce, a rzeźbi od ponad 20 lat. Nie skończył jednak Akademii Sztuk
Pięknych, więc nie miał tytułu artysty rzeźbiarza. Otrzymał go dopiero roku
temu dzięki swemu dorobkowi i opiniom wystawionym przez prof. Leona Podsiadłego
i prof. Mariana Molendę. - Tytuł artysty rzeźbiarza mnie onieśmiela. Daje mi
jednak możliwość uczestnictwa w wystawach, plenerach, czyli kontaktów z innymi
artystami i z żywą sztuką - mówi Serafin.
W ubiegłym roku dwie jego prace kupiło Towarzystwo "Zachęta".
Poplenerowe stoją w Sumperku i w Zlatych Horach, także w Nysie i na Malcie w
Poznaniu. W Głuchołazach Serafin wykonał dwadzieścia kilka lat temu pomnik
Ofiar Oświęcimia. Pracuje przede wszystkim w kamieniu, ale powoli też zaczyna
obcować z drewnem.
Nowe twarze na Salonie pojawiają się rzadko. Zdaniem Joanny Filipczyk,
historyka sztuki i publicystki, m.in. dlatego kolejne edycje zlewają się w
pamięci w jednej wielki Salon. - Szkoda, że Salon to impreza zamknięta na
artystów, którzy nie należą do związku, bo trochę świeżej krwi na pewno by ją
przewietrzyło. A tak opolska sztuka pozostaje bardzo zachowawcza - podsumowuje
Filipczyk.
Gazeta Wyborcza Opole 25.09.2008