
Fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta
World Press
Photo to jedyny taki konkurs na świecie. Co roku skoszarowane przez kilka
tygodni kilkuosobowe jury ocenia setki tysięcy zdjęć i tylko nielicznym otwiera
drzwi do światowej kariery. Zdjęcie roku natychmiast obiega cały glob, a jego
bohaterowie są przypominani na łamach wszystkich niemal gazet. I chociaż
obiegowa opinia głosi, że World Press Photo eksponuje zwłaszcza obrazy wojen,
konfliktów i kataklizmów (to przecież te informacje najczęściej trafiają na
czołówki prasowe), to jednak wiele na tej wystawie jest też zdjęć
dokumentujących życie codzienne, rozrywkę, sport czy kulturę.
Tym razem również zwycięska fotografia nie ma nic wspólnego z przelewem krwi. -
Każdy, kto widzi na World Press Photo policjanta z bronią, spodziewa się, że
zdjęcie zostało zrobione podczas jakiegoś konfliktu i kryje się za nim czyjaś
śmierć. Tymczasem na tym zdjęciu policjant pilnuje domu, z którego musieli się
wyprowadzić jego właściciele. Nie byli w stanie spłacić hipoteki. W tym roku
wygrała więc fotografia obrazująca kryzys ekonomiczny - mówi Anna Potocka,
dyrektorka Galerii Sztuki Współczesnej, gdzie odbędzie się ekspozycja zdjęć.
W tym roku na wystawie znalazły
się prace aż pięciu Polaków: Tomasza Gudzowatego, który przyzwyczaił nas już,
że regularnie zdobywa nagrody na tym konkursie, Justyny Mielnikiewicz i
Wojciecha Grzędzińskiego za ich fotoreportaże z Gruzji, Tomasza Wiecha,
fotoreportera "Gazety Wyborczej", który sportretował korporacyjne
śniadanie, oraz Kacpra Kowalskiego za jego cykl "Dzień na plaży". -
Co roku swoje propozycje na ten konkurs wysyła 100-150 fotografów z Polski;
laureatami zostają nieliczni. Obecność aż pięciu Polaków na tej wystawie napawa
szczególną dumą - mówi Potocka.
World Press Photo jest jednocześnie konkursem bardzo egalitarnym - podstawowym
kryterium jest to, by fotografia była w danym roku gdzieś opublikowana, ale
kompletnie żadnego znaczenia nie ma, czy jest to opiniotwórczy amerykański
magazyn, czy ukraińska gazeta lokalna. - Jednak trzeba też zauważyć, że
pierwszej selekcji dokonują sami wydawcy, decydując o tym, czy jakieś zdjęcie
ukaże się na łamach ich gazet, czy też nie. Jury wybiera spośród nadesłanych,
ale opublikowanych już zdjęć te najlepsze, najbardziej jego zdaniem
wartościowe. A potem broni swojego wyboru, bo choć w skład jury wchodzą uznane
autorytety, to ich werdykt jest po prostu sumą ich subiektywnych opinii,
doświadczenia, warsztatu - mówi Potocka.
Oficjalne otwarcie wystawy w piątek o godz. 18. Będzie ją można oglądać od
soboty aż do 21 grudnia. Sponsorem wystawy jest PZU.
Gazeta Wyborcza,11.26.2009