
Fot. Rafał Mielnik /AG
Dorota Wodecka: Czy opolska wystawa
jest ważna w Polsce?
Marek Bartelik: Jest bardzo ważna. Kontynuuje drogę
istotną dla charakteryzowania życia artystycznego, polegającą na konfrontacji
artystów mieszkających w kraju i poza nim. Ta konfrontacja ma oczywiście
charakter rozmowy, a nie porównywania się.
Nie kierowaliśmy się wyborem pokoleniowym, zaś sprawę polskości potraktowaliśmy
szerzej - jako polskość kulturową, a nie geograficzną, polityczną czy związaną
z datą urodzenia.
Dla niektórych naszych artystów Polska jest tylko dziełem wyobraźni, słyszeli o
niej od swoich rodziców. Dla innych miejscem, z którego wyjechali za granicę,
by pracować. Wystawiają się tu artyści znani, można przeczytać o nich w
podręcznikach do historii sztuki, ale mimo to nasza wystawa na pewno nie jest
koniunkturalna.
Cóż to oznacza?
- Kuratorzy często dobierają artystów pewniaków. Mamy taką "narodową
delegację", ciągle te same nazwiska pojawiają się na wystawach za granicą.
My zaprosiliśmy też tych mniej znanych, których "normalny" kurator
nie wziąłby pod uwagę. Z tego naszego spotkania rodzi się coś niezwykłego, co
możliwe jest tylko na prowincji. Nie mam na myśli intelektualnej prowincji,
tylko miejsce leżące z dala od centrum. W czasie powszechnej globalizacji tylko
w takich miejscach z dala od wielkich centrów możliwa jest magia.
Co może się wydarzyć w małym mieście z dala od
zgiełku?
- Peryferie to punkty zaczepienia dla niezwykłości. I szansa na uwolnienie się
od elementów dydaktycznych określających, co jest sztuką dobrą, a co nie. To
szansa na szczere dzielenie się swoją wrażliwością, tym wszystkim, co jest w
nas istotne.
*Marek Bartelik, od 1985 r. w Nowym Jorku, wykłada sztukę współczesną i teorię
sztuki na amerykańskich uczelniach.
las
Gazeta Wyborcza Opole, 2008-05-20,str. 1