
Jeden jest wulkanem energii, drugi outsiderem, a trzeci to ich uczeń. Właśnie szokują swoją wspólną wystawą w Galerii Sztuki Współczesnej.
Pierwszoplanową postacią na
niej będzie Zygmunt Moryto, bo wystawa jest organizowana z okazji 30-lecia jego
twórczości. On sam nie podchodzi do niej jako do podsumowania, nie odbębnia
trwałego powrotu na opolskie salony ani też nie zamierza nic w sobie z tego
powodu zmieniać. Znany jest z tego, że tzw. środowiska artystycznego unika i
nie za bardzo zależy mu na konfrontacji z nim czy na jego ocenie. Choć po
długoletnim okresie milczenia coraz częściej wystawia swoje prace, na trwały
powrót nie mówi ani tak, ani nie. - Pojawiła się propozycja wystawy, więc z
niej skorzystałem, pokażę głównie prace z ostatniego roku. Ale przez te 30 lat
świat się nie zmienił i nie zmieniło się też środowisko. Jest takie samo jak 10
lat temu i 20 lat temu - mówi spokojnie Moryto. Do swojej jubileuszowej wystawy
zaprosił Bolesława Polnara i Mariusza Dudka.
Spotkali się u babci w Krakowie
30 lat temu ich drogi spotkały
się w Krakowie. Moryto właśnie zrobił dyplom w krakowskiej ASP, a potem został
asystentem na uczelni, Dudek - wychowanek Polnara z opolskiego ogniska
plastycznego - wybierał się tam na studia, a Polnar - już po ich skończeniu -
starał się zaznajomić swojego ucznia z krakowskimi ścieżkami artystycznymi. A
te zaprowadziły go szybko na ulicę Odrowąża 38. - Mieszkaliśmy tam na stancji,
potem ja się ożeniłem i się wyprowadziliśmy. Stancję wraz z babcią, która tam
mieszkała, przejął Zygmunt - opowiada Polnar. Kiedy i ten się wyprowadził
stancję przejął nie kto inny jak Dudek. - Typowy krakowski scenariusz: jedno
mieszkanie podzielone na dwa ze wspólną kuchnią i łazienką, a w nim tak
naprawdę dwie babcie, które nie odzywają się do siebie od 20 lat - dodaje
Dudek. - I byłem bardzo szczęśliwy, że Bolek wynalazł kiedyś tę stancję, bo
miałem wtedy problemy socjalne - wspomina Dudek. Moryto nie widzi powodu żeby
wspominać. - Jestem malarzem, a nie historykiem, nie lubię sentymentów - ucina.
Opole lepsze od Krakowa
Polnar wrócił do Opola, które choć bardziej prowincjonalne niż artystyczny do
szpiku kości Kraków proponowało jednak więcej. - Od Związku Polskich Artystów
Plastyków dostaliśmy po prostu dwa pokoje z kuchnią - to było bardzo dużo.
Zasugerowałem Zygmuntowi powrót do Opola, bo tu były lepsze warunki do życia -
mówi Polnar. Moryto nie żałuje. - W Krakowie nie umiałem się zaaklimatyzować.
Wolę być tu niż tam, ale nie zamierzam na ten temat filozofować - mówi. Dudek
do Opola nie wrócił, choć chętnie uprawia sentymentalne podróże do domu.
Moryto przewodniczył opolskim plastykom, a potem, choć ceniony przez krytyków,
wycofał się i zamilkł na długo, nie pokazując swoich prac. Dudek szukał przez
jakiś czas swojego miejsca w Krakowie, dziś wydaje się, że już je znalazł.
Polnar stał się jedną z bardziej widocznych postaci opolskiego świata
artystycznego. Wszyscy trzej odżegnują się od szukania wspólnych mianowników w
twórczości kolegów. - Co ja lubię i co Bolek lubi to każdy widzi. Prac Mariusza
widziałem ledwie kilka i to dawno - mówi Moryto. - Jeśli ktoś znajdzie wspólne
mianowniki, to na tym polega odkrywanie sztuki - stwierdza Dudek. Polnar mówi,
że nie chce wchodzić w skórę krytyków. - Trudno robić analizę twórczości
kolegów, choć są prace Zygmunta, które zapierają mi dech w piersiach, a o
Mariuszu muszę powiedzieć, że ciągle bardzo pięknie, świadomie i konsekwentnie
się rozwija - mówi Polnar. - Część prac na tej wystawie była już pokazywana,
ale i tak zawsze warto obcować z oryginałem - dodaje.
Wernisaż 7 stycznia w Galerii Sztuki Współczesnej, wystawę będzie można oglądać
do końca stycznia.
Gazeta Wyborcza, 28.12.2009 rok